poniedziałek, 19 listopada 2012

Rozdział 2

Lucy obudził głos stewardessy ogłaszający, że za chwilę lądują. Przetarła oczy i wyjrzała za małe okienko samolotu. Kochała Karpaty i uwielbiała tu przyjeżdżać. Choć ciotka Selena doprowadzała ją do białej gorączki to zawsze mogła odpocząć od swojego życia. Nikt ni mógł jej zrozumieć Miała przecież świetne życie, a jednak uciekała od niego. Tu w górach nie wiadomo dlaczego ludzie bardziej się pilnowali. Tu wyczuwała tylko ich najsilniejsze emocje i czasami widziała aury. W Nowym Jorku słyszała wszystko. Każde myśli, wyczuwała wszystkie uczucia i widziała wyraźnie aury. Nie pamiętała kiedy to się zaczęło. Po prostu nagle zaczęła to wszystko słyszeć.
Samolot wylądował. Lucy wstała ze swojego miejsca i wzięła swój bagaż. Na lotnisku czekał na nią wujek Ron. Był dobrze zbudowanym i silnym mężczyzną o czarnych włosach, które chwilami przybierały bardzo ciemny odcień granatu. Z twarzy przypominał tego polskiego aktora Filipa Bobka z serialu Brzydula, który jej przyjaciółka tak uwielbiała. Specjalnie po to wtedy nauczyła się polskiego. Wujek Ron i Alan, tata Lucy, byli bliźniakami, jednak to wujek Ron był starszy. I wyglądał na takiego. Teraz miał na sobie niebieska bluzkę i ciemne dżinsy, a na nosie ciemne okulary. Spokojnie można było go pomylić z nastolatkiem. Kiedy Lucy podeszła do niego uśmiechnął się szeroko i ściągnął ciemne okulary.
- Cześć Lucy! Jak ty wyrosłaś.- zawołał przyglądając się jej z szerokim uśmiechem na ustach.
- Nie było mnie tylko parę miesięcy u was.- zaśmiała się dziewczyna.
- Denis i Paula już nie mogli się doczekać twojego przyjazdu.- odebrał od Lucy jej bagaż i wrzucił do bagażnika granatowego BMW.- Wsiadaj. Musimy zdążyć na kolację bo Selena będzie się wściekać, że tak się wlokłem.- zaśmiał się otwierając drzwi pasażera.
Lucy wsiadła i zapięła pas. Chwilę potem za kierownica siadł wujek Ron. Odpalił silnik i powoli ruszył zatłoczoną ulicą w stronę małej wioski gdzie mieszkali.
- Jutro wieczorem jest impreza w starej gospodzie, będziesz chciała iść?- uśmiechnął się i spojrzał na Lucy siedząca obok.
- Pewnie. świetna okazja żeby kogoś poznać.- wujek Ron zaśmiał się i skręcił w prawo.
- Podoba mi się to Twoje podejście do życia mimo tego wszystkiego.
Wujek Ron był jedyną osobą, której Lucy powiedziała, że słyszy myśli innych, wyczuwa ich emocje, a często nawet widzi aury. Wiedziała, że nie uzna jej za wariatkę i nikomu nie powie o tym. Gdyby powiedział rodzicom pewnie by się jej bali. Uważali za wybryk natury. Wujek wiedział też, że za długie przebywanie w towarzystwie sprawia jej duży ból, a jeśli jeszcze ktoś nie pilnuje swoich myśli to wystarczy kilka chwil. Kiedy ktoś jej dotykał zalewała ją fala uczuć tej osoby. Kiedy była zmęczona sprawiało jej to nawet ból. Dlatego wujek Ron obiecał, że nie będzie jej przytulał na powitanie. Zawsze wiedziała, że się cieszył z jej przyjazdu, choć tego nie okazywał tak jak inni i starał się jak najbardziej wyciszyć swoje myśli i emocje. Była mu za to bardzo wdzięczna.
- Musze być normalna.- powiedziała w końcu po długiej ciszy jaka zapadła po ostatnich słowach wujka.
- Jesteś normalna. To, że masz pewien niewytłumaczalny dar nie znaczy, że jesteś nienormalna.- powiedział uśmiechając się pocieszająco. Wiedział, że nie zdoła jej przekonać. Lucy już od dawna twierdziła, że jest nienormalna, a rozmawianie o tym i sprzeczanie się w tej kwestii tylko wszystko pogarszało.
- To nie jest dar tylko przekleństwo. To tak jak podglądać kogoś.- powiedziała zaciskając dłonie w pięści.
- Lucy... Nie wiem co mam powiedzieć ani jak Ci bardziej pomóc.- spojrzał na nią ze smutkiem. Lucy poczuła jak przez jego bariery opanowania przelewa się pełno smutku i współczucia dla niej.
- Nie trzeba.- powiedziała w końcu i wyjrzała przez okno na zielone pola.
Okolica jak zawsze była piękna. Do domu jechali już w zupełnej ciszy. Lucy co jakiś czas tylko odbierała niespokojne myśli wujka Rona i jego emocje. Martwił się o nią i chciał pomóc. Z dnia na dzień co raz bardziej męczył ją ten dar. Miała już ponad dziewiętnaście lat i przez ten cały czas musiała to znosić. Co raz bardziej odbijało się to na jej zdrowiu. Co raz częściej bolała ja głowa nawet kiedy się nie przemęczała. Jednak nie okazywała tego nikomu. Bo po co? I tak nie będzie mogła powiedzieć rodzicom prawdy. Nikomu prócz wujka Rona. Zastanawiała się co by było gdyby go nie miała. Gdyby była zupełnie sama. Dziwnie być samotnym w tłumie.
Podróż trwała kilka godzin. Jechali raz przez pola, a raz przez małe wsie. Kiedy nareszcie wjechali do wsi w której mieszkali, Lucy poczuła lekkie muśnięcie w umyśle. Jakby ktoś jej dotknął. Otworzyła oczy i rozejrzała się dookoła. Na zewnątrz spacerowało pełno osób. Ale przecież to niemożliwe żeby któraś z nich... Nie. Na pewno nie. Zamknęła oczy i wtedy poczuła to wyraźnie. Wszechogarniający smutek, który ją sparaliżował. Zaparło jej dech i pochłonęło. Czuła się jakby w nim utonęła. Usłyszała krzyk, ale bardzo odległy. Jakby kilometry stąd. Wysłała ciche uspokojenie. Nagle zapadła cisza jakby kontakt się urwał. Tak jakby go w ogóle nie było. A może jednak nie było? Może to wszystko tylko się jej wydawało? Pomasowała skronie bo głowa jej pękała od tego. Nagle poczuła znów lekkie muśnięcie. Postanowiła się odezwać. Przepraszam, że się wtrąciłam. Nie chciałam nic złego. Po prostu poczułam twój smutek i pomyślałam, że może pomogę. Znów zapadła cisza. Lucy cicho westchnęła i pomasowała znów skronie. Jak masz na imię? usłyszały czysty męski głos. Był lekko zachrypnięty, ale władczy. Lucy, a ty?. Wysłała odpowiedź lekko się śmiejąc. Sebastian. Amerykanka? Zaśmiała się mimo woli i Sebastian chyba to odczuł bo poczuła jak się rozluźnia. Tak. Uśmiechnęła się.
- Coś się stało?- usłyszała koło siebie lekko zaskoczony głos wujka Rona.
- Nie, nic.- potarła skronie i zamknęła na chwilę oczy.
- To czemu się tak uśmiechasz?
- Przypomniałam sobie coś.- Lucy posłała szeroki uśmiech wujkowi i poszukała kontaktu. Przez chwile miała wrażenie, że go nie ma, ale po chwili poczuła jego emocje. Był ciekawy, ulżyło mu, ale był tez zaniepokojony i... Czy to była zazdrość? Kim jest mężczyzna obok ciebie? Usłyszała poważny głos mężczyzny. To mój wujek, a co zazdrosny? Wysłała do niego cichy śmiech. Jesteś bardzo śmiała. Nie boisz się? Usłyszała w tym zdaniu małą domieszkę groźby, a w jej głowie rozbrzmiał niemal hipnotyzujący śmiech. Był niczym czarny aksamit. Zawahała się. Sebastian miał rację. Mógł być niebezpieczny, a ona się z nim drażniła. Jej głowę przeszył ostry ból. Lucy skuliła się na siedzeniu chowając głowę miedzy kolanami i nakrywając rękoma.
- Co się stało?- wujek Ron zatrzymał samochód na poboczu i popatrzał na dziewczynę.
Nie przemęczaj się tak piękna. Przecież widzę, że sprawia ci to ból. Poczuła jakby dotyk w umyśle. Miała wrażenie, że na prawdę jej dotyka. Ten dotyk przynosił ulgę. Wujek Ron wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny, żeby pogładzić ją po plecach, ale nagle zawisła w powietrzu. Lucy otwarła szeroko oczy. Puść go! Krzyknęła przerażona. Wujek krzyknął z bólu. Błagam puść go! Zawołała płaczliwie i zaczęła szlochać. Powiedz żeby cię nie dotykał. Odpowiedział władczy głos.
- Zabierz rękę. Proszę nie dotykaj mnie teraz.- powiedziała szlochając.
- Lucy co się dzieje?- zapytał wujek starając się wyswobodzić rękę. Błagam puść go już... Błagała płacząc. Niewidzialna siła puściła rękę wujka. Ten złapał się za czerwony nadgarstek i rozmasował ślad po uścisku.
- Ja... Nie wiem.- powiedziała szlochając.
Przez jego barierę wypłynęły do niej jego emocje i myśli. Był przerażony. Bał się jej. Ale bał się też o nią. Chciał ją przytulić, ale nie mógł. Ból ustał,a Lucy powoli się wyprostowała. Odpoczywaj piękna. Musisz zebrać siły. Usłyszała i kontakt się urwał.

2 komentarze:

  1. Sebastian powiadasz... hm..
    Bardzi ciekawie piszesz.. Każdy jest lepszy ode mnie. ;//

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tak zawsze mówię jak czytam książki od innych. Nie przejmuj się. Na pewno też dobrze piszesz. Dla pisarza często jego dzieło jest do niczego, a innych świetne ;) A na prawdę czasami jest dużo ciekawsze ^ ^

    OdpowiedzUsuń